#1 Narodziny doktora Polo
Nazywam się Paweł, po hiszpańsku Pablo. Zapamiętajcie mnie jednak, proszę, jako Doktora Polo. Niżej wyjaśnię, dlaczego.
Wiek to
tylko liczba, więc ograniczę się do napisania, że dobiłem do trzydziestki i
czuję się doskonale. Słowo „doskonale” nie jest w medycynie
powszechnie stosowane ani też w życiu przeciętnego trzydziestolatka. Moja ex
przy rozstaniu powiedziała mi, że jestem „taki jak wszyscy”, a jedyne co umiem
robić w życiu, to grać człowiekowi na nerwach. Otóż w pierwszym się myliła -
uważam się za osobę wysoce wykształconą, a mój dobór słownictwa jest stosowny
do sytuacji, w której się znajduję. W drugim mi zdecydowanie pomogła. Z tego „internetowego
miejsca” więc chciałbym jej podziękować - dziękuję Ci, K., neurologia okazała
się być jednym z moich wielu zainteresowań.
Z
wykształcenia i zamiłowania jestem lekarzem, obecnie robię specjalizację
kardiologiczną. Pacjenci i znajomi mówią o mnie „kardiolog, który zajmuje się nie tylko sprawami sercowymi”. Stąd też powstał pomysł na bloga. Albo chociaż
jest to jedna z części składowych. Wiele się nasłuchałem o moim „zdrowym
podejściu do życia” i jak to umilam czas badania opowiadając o przypadkach
różnego rodzaju.
Moja
matka Polka, i ojciec Hiszpan, lekarze oraz wykładowcy Uniwersytetu w
Salamance poznali się na uroczystości podpisania dokumentu Magna Charta
Universitatum w Bolonii we wrześniu 1988 roku. Celebracja zaczęła się
lampką szampana, skończyła na spłodzeniu Pawła.
Na świat
przyszedłem już w Hiszpanii, dumnie reprezentując rok, w którym Dalajlama
dostał pokojową Nagrodę Nobla. Jako dziecko bardzo lubiłem wszelkiego rodzaju
gry karciane, planszowe. Wśród kolegów byłem królem bierek, rodzice żartowali
o mojej chirurgicznej precyzji. Pewnego dnia w liście do Świętego Mikołaja
poprosiłem o warcaby. Pod choinką znalazłem „Operację”, od której nie byłem w
stanie odejść na kilka minut.
Przez cały
okres dojrzewania moim głównym celem w życiu było zrozumienie kobiet, zwłaszcza
tych „bez serca”. Lubiłem analizować zachowania moich koleżanek, ale kiedy
chciałem wtrącić swoje trzy grosze, słyszałem tekst „człowieku, idź się lecz”.
Wielokrotne odrzucenie za młodu oraz wysokie oceny z biologii skierowały mnie w
stronę medycyny.
Mój urok
osobisty został doceniony dopiero na uniwersytecie na studiach medycznych w Salamance. Na uczelni zamiast Pablo zaczęli
mówić na mnie Doktor Polo i tak już się przyjęło. Imię „Pablo” w hiszpańskim
oznacza „człowieka pokory”, co nie zawsze szło w parze z moim charakterem i
stylem bycia. Co więcej, „Pablo” to jedno z najczęściej nadawanych chłopcom
imion w latach 80., a ja zawsze lubiłem się wyróżniać.
Tak działa
moje życie - od przypadku do przypadku, podobnie jak w medycynie. Zachęcam Cię do czytania kolejnych wpisów,
będzie o wpadkach, wypadkach, przypadkach, o życiu.
Komentarze
Prześlij komentarz