#5 Trofea

Listopad to taki przyjemny zdecydowanie mój najmniej ulubiony miesiąc w roku. Za oknem leje jak z cebra, wieje chłodem, a noc zaczyna się już po godzinie szesnastej. Pogoda ewidentnie nie rozpieszcza, co więcej, kiedy w środę wieczorem poszedłem tradycyjnie po chiński smażony ryż z krewetkami, odbiłem się od drzwi, na których widniał napis:


Lokal zamknięty do odwołania

Świetnie. Moje szanse na spotkanie czarnowłosej kelnerki uważam za zamknięte do odwołania.
Wkurzyłem się. Głodny i zły, zadzwoniłem do Nacho. Po dwóch nieudanych połączeniach dałem sobie spokój i wróciłem do domu. W lodówce znalazłem 2 jajka, majonez i nadgniłego pomidora. W szafce, która teoretycznie przeznaczona jest do przetrzymywania pieczywa, była zielonobiała piętka od chleba i prawie pusta paczka wstążek z Barilli. Poczułem się jakbym znowu był na studiach. Z tymże wtedy to było normalne, ale jak szanujący się lekarz może doprowadzić do takiego stanu rzeczy? Z drugiej strony, Alexander Fleming odkrył penicylinę przez przypadek, a właściwie przez bałagan w laboratorium. Niemniej jednak, moja profesja odbiega nieco od angielskiego noblisty...


Nacho wciąż nie oddzwaniał, więc postanowiłem pojechać do centrum. Wybrałem jeden z typowych peerelowskich barów, zamówiłem tatar i chleb ze smalcem. W oczekiwaniu na jedzenie chciałem zadzwonić do M., ale niestety dzień wcześniej pojechała już do Niemiec. Popijając ciemne piwo myślałem o naszym drugim spotkaniu. W tamtym momencie nie było mi przykro, że wyjeżdża, ale wraz z zamknięciem chińczyka moja perspektywa się nieco zmieniła.

Czekając na rachunek, odpaliłem tindera...

Łapcie piosenkę z lokalu:


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1 Narodziny doktora Polo

#2 Ojos que no ven, corazón que no siente